28 listopada 2014

[05] Chapter Fiveth (First Season)

Przekonujesz się, że kwestia trwania wymaga kompromisu i determinacji. ~ Halina Ewa Olszewska
~*~

         Zacisnęła mocno pięści na pościeli, a z pół otwartych ust kobiety wydobył się przeciągły jęk. Czuła się, jakby jej głowa była tykającą bombą zegarową i miała za kilka minut wybuchnąć. Odliczyła po woli od dziesięciu w dół, po czym zaczęła walczyć z własnymi powiekami. W końcu ustąpiły i pozwoliły szatynce spojrzeć na pokój, w którym aktualnie się znajduje.

         Jaskrawo – żółte ściany skutecznie podrażniały spojówki ciemnowłosej, przez co ból głowy znacznie się wzmógł. Okno było otwarte, a wszystkie rolety zasunięte. Dziękowała temu, kto to zrobił. Zacisnęła zęby, podnosząc się do pozycji siedzącej i westchnęła ciężko. Usiłowała przypomnieć sobie, co stało się kilka godzin temu oraz gdzie teraz przebywa, bo nie kojarzy tego miejsca. Usłyszała ciche otwieranie drzwi, przez co od razu spojrzała w tamtym kierunku. Zamrugała kilkakrotnie, kiedy do zaciemnionego pokoju wpadło jasne światło z korytarza. Louis, który przyszedł do Cassandry, natychmiast zamknął za sobą wejście, widząc reakcję szatynki. Pokręcił głową, siadając obok niej na łóżku. Wyciągnął w jej kierunku rękę, w której trzymał świeże ubrania oraz bieliznę. Dwudziestopięciolatka obrzuciła ciuchy badawczym spojrzeniem, po czym z ociąganiem odebrała je od mężczyzny. Niemrawo podniosła się z łóżka i ledwo złapała równowagę, sycząc cicho pod nosem, ponieważ rana na plecach mocno ją zapiekła.

-- Jeżeli nie jesteś jeszcze w stanie, to zadzwonię do Malika, żeby nie rzucał się, że długo nas nie ma – mruknął szatyn, uważnie przyglądając się kobiecie. Wiedział, jak to jest zostać postrzelonym i szczerze jej tego współczuł.

-- Dam sobie radę – zacisnęła powieki, starając się powstrzymać krzyk bólu. – Powiedz mi tylko, gdzie jest łazienka – poprosiła, stając prosto. Mężczyzna nic nie odpowiedział, tylko machnął głową w lewo, gdzie znajdowały się drzwi.

         Cassie podeszła do nich chwiejnym krokiem, po czym weszła do środka, zamykając za sobą wejście. Wolała mieć pewność, że nikt niepożądany nie wejdzie do środka, kiedy akurat będzie stać na środku pomieszczenia już bez ubrań na sobie. Podeszła do wanny, odkręcając wodę. Musi uważać, żeby nie zamoczyć opatrunku na plecach oraz drugiego na twarzy. Chciała jak najszybciej wrócić do Nowego Yorku i zaszyć się w swoim pokoju, najlepiej na łóżku, pod kołdrą. Potrzebowała choć trochę snu, ponieważ ostatnie wydarzenia bardzo ją wyczerpały. Odetchnęła głęboko, spłukując resztę szamponu z włosów. Owinęła się ręcznikiem i podeszła do niewielkiego lustra nad umywalką. Skrzywiła się, widząc swoje odbicie. Pod oczami widniały worki, a twarz była zupełnie blada. Prawie nie odróżniała dużych rozmiarów plastra, który „przyozdabiał” policzek Cass. Pokiwała głową, zaczynając suszyć włosy. Po kilku minutach stały się zupełnie suche, a jej głowa dalej była wypchana różnymi myślami.

         Nie chcąc myśleć już o tym więcej założyła na siebie czarne, dżinsowe spodnie, białą bokserkę oraz ciemno – szarą bluzę. Otworzyła drzwi i weszła z powrotem do pokoju, trzymając w dłoniach swoje wczorajsze, podarte ubrania. Stwierdziła, że wyrzuci je gdzieś do śmietnika, bo i tak na nic więcej jej się nie przydadzą. Podeszła do szatyna, bawiącego się telefonem. Podniósł głowę i obrzucił ją wyczekującym spojrzeniem.

-- Jesteś w stanie związać mi włosy, bo kiedy podnoszę ręce wszystko mnie boli – mruknęła, wystawiając w jego kierunku rękę z gumką na nadgarstku. Louis westchnął cicho, ale spełnił jej prośbę. Podziękowała cicho, podchodząc do butów, leżących przy drzwiach i założyła je po woli na swoje stopy.

- Twoje pistolety są już w samochodzie, nie musisz się o nie martwić – zaśmiał się cicho Tomlinson, kiedy szatynka zaczęła macać się po żebrach w poszukiwaniu kabury. Kiwnęła potwierdzająco głową, nawet się do niego nie odwracając.

         Wyszli na zewnątrz zaraz po tym, jak szatyn zamienił kilka słów z jakimiś zupełnie nieznanymi ciemnowłosej mężczyznami. Rozejrzała się dookoła, zatrzymując zmęczony wzrok na czarnym Mercedesie C Coupe. Podeszła do niego, przejeżdżając dłonią po masce samochodu. Machnęła głową w kierunku pojazdu. Szatyn przytaknął, otwierając drzwi za pomocą centralnego zamka. Willson tworzyła drzwi i zaczęła po woli wsiadać do środka. Kiedy w końcu mogła oprzeć głowę o zagłówek była najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Zamknęła oczy, odchylając się do tyłu. Chciała usnąć, ale kiedy przypomniała sobie o tym, że nie może natychmiast usiadła prosto. Zemsta jest ważniejsza, niż ból na plecach czy jej samopoczucie.

-- Spokojnie, ja naprawdę nie powiem Malikowi, że złamałaś którąkolwiek z jego zasad – zaśmiał się szatyn, odpalając silnik i wyjeżdżając od razu na asfalt. On też już chciał być w domu.

-- Nie, wszystko jest ok. Za chwilę mi przejdzie – zapewniła, ściągając z siebie bluzę i odrzucając ją na tylne siedzenia, gdzie faktycznie leżała jej kabura. – To moja pierwsza rana postrzałowa w karierze – postanowiła podtrzymać rozmowę, żeby zagłuszyć zmęczenie.

-- Nieźle, jak na dziewczynę. – mruknął pod nosem, wyjeżdżając na główną ulicę. – Ała – syknął, kiedy poczuł mocne uderzenie na ramieniu.

-- Pamiętaj, że cały czas tutaj jestem – mruknęła, poprawiając się na siedzeniu.

         Powieki zaczęły jej strasznie ciążyć. Co chwilę otwierała je coraz mniej, aż w końcu w ogóle tego nie zrobiła. Sen całkiem zawładnął jej ciałem, a ona nie była w stanie z nim walczyć. Louis również nie miał zamiaru budzić szatynki, ponieważ wiedział że odpoczynek jest jej teraz potrzebny. Przyspieszył, chcąc jak najszybciej znaleźć się na lotnisku.

~*~

         Obudziło ją głośne trzaśnięcie drzwiami od strony kierowcy. Usiadła na fotelu, mrugając szybko i przeciągając się. Rana na plecach nie bolała ją już tak bardzo. Zamarła w jednej pozycji uświadamiając sobie, że zrobiła coś, czego nie powinna – usnęła. Natychmiast przetarła energicznie twarz dłońmi, starając się rozbudzić i od razu wyszła na zewnątrz, nawet nie zakładając na siebie bluzy. Pogoda nie była najlepsza, a deszczowe chmury niemalże całkowicie przysłoniły słońce. Popatrzyła kątem oka na Louisa, który wyciągał z tylnych siedzeń walizkę z narkotykami oraz jej kaburę. Podeszła do niego natychmiast, wyciągając przed siebie otwartą dłoń. Mężczyzna zrozumiał, o co chodzi, oddając kobiecie własność.

-- Musimy iść do Malika i złożyć mu raport o tym, jak nam poszło – powiedział, zamykając drzwi i odwieszając kluczyki obok pozostałych, umieszczonych w dość sporej gablotce.

         Nic nie odpowiadając ruszyła w kierunku wejścia do mieszkania. Chciała jak najszybciej mieć to już za sobą i móc w końcu zaszyć się w swoim łóżku pod ciepłą kołdrą oraz z dobrą książką. Poczekała kilka sekund na szatyna, przypominając sobie, że nie wie, gdzie ma iść, by później ruszyć za nim bez słowa. W domu znajdowało się dość sporo ludzi, którzy obserwowali ich uważnie. Madeleine zastanawiała się, czy to dlatego że wrócili z innego kontynentu, czy od tak, żeby sobie popatrzeć. Weszli po schodach na piętro, a następnie do jednego z wielu pomieszczeń. Rozejrzała się po nim uważnie i z czystym sumieniem mogła stwierdzić, że już raz tutaj była. Popatrzyła zdziwiona na Louisa. Nie myślała, że do gabinetu Malika można wchodzić od tak, bez pukania. Kilka sekund później Mulat również pojawił się w pomieszczeniu. Westchnął cicho, obrzucając Tomlinson ‘a znudzonym spojrzeniem.

-- Nikt nie może wchodzić tutaj bez pozwolenia – mruknął pod nosem, siadając na fotelu za dużym biurkiem, na którym znajdowała się cała masa papierów.

-- I tak wiesz, że to zignoruję – machnął ręką, odstawiając metalową walizkę na podłogę. – Następnym razem lepiej sprawdzaj swoich klientów, bo może okazać się, że są wtykami policji – zakpił, zajmując miejsce po drugiej stronie mebla. Zayn podniósł wysoko jedną brew i natychmiast wyjął teczkę z jednej z szuflad, od razu zaczynając w niej grzebać.

-- Czy stało się coś jeszcze, o czym powinienem wiedzieć? – podniósł na chwilę wzrok na Cassandrę i Louisa. Ona nie zrobiła nic, a on pokręcił przecząco głową.

-- Mogę już iść do domu? – zapytała niepewnie, wskazując palcem na drzwi. Mulat pokręcił przecząco głową, na co jęknęła przeciągle.

-- Mam dla ciebie jeszcze jedno zadanie, a potem będziesz miała święty spokój. Oczywiście do momentu, w którym nie zacznie mi się nudzić – uśmiechnął się w charakterystyczny dla siebie sposób. Cass opadła zrezygnowana na fotel obok szatyna.

-- Nie wiem, czy to dobry pom … - zaczął Tommo, ale kobieta w ostatnim momencie kopnęła go z całej siły w łydkę, przez co obrzucił ją morderczym spojrzeniem. Miał dość uderzania go za każdym razem, kiedy chciał coś powiedzieć, a jej to nie odpowiadało.

-- Mów co chcesz, bo wszystko mnie boli – mruknęła pod nosem, dotykając rany na plecach i przejeżdżając po niej ręką.

-- Zdążyłem zauważyć, że całkiem dobrze idzie ci jazda na motocyklu. Moja nowa maszyna przyjechała dziś do Nowego Yorku i ktoś musi ją odebrać – wytłumaczyła, opierając łokcie na biurku i splątując swoje palce razem. – Jak się pewnie domyślasz tym kimś będziesz ty – uśmiech cały czas nie schodził z jego twarzy.

-- Gdzie i kiedy? – popatrzyła prosto w jego oczy. Dobrze wiedziała, że testuje jej wytrzymałość, a ona nie miała zamiaru poddać się bez walki.

-- Teraz, na granicy z Ontario – rzucił w kierunku dwudziestopięciolatki klucz. Złapała go w locie, od razu podnosząc się z miejsca i idąc w kierunku wyjścia.

         Zbiegła po schodach i opuściła dom. Zauważyła, że przy Mercedesie, którym przyjechali z Louisem z Londynu, stoi Payne. Domyśliła się, że to właśnie on ma ją zawieść na miejsce odbioru i pilnować, żeby nie wywinęła im żadnego numeru. Przełożyła przez głowę kaburę z pistoletami i zapięła ją tak, żeby nie spadła z jej żeber, po czym podeszła do samochodu. Chciała mieć to już za sobą. Nic nie mówiąc wsiadła do pojazdu, z całej siły trzaskając za sobą drzwiami.

-- Złość piękności szkodzi – zaśmiał się mężczyzna, siadając za kierownicą. Popatrzyła na niego przymrużonymi oczami, ale nie miała zamiaru się odzywać. Musi najpierw zapanować nad swoją złością. – Wiem, że jest denerwujący, ale podobno dobry w łóżku – otworzyła szeroko oczy, uśmiechając się zadziornie.

-- Próbowałeś? – mruknęła, nie odwracając się, tylko cały czas go obserwując. Od razu pokiwał energicznie, przecząco głową.

-- Nawet w najgorszych żartach tak nie mów – warknął, odpalając silnik i odjeżdżając. Madi pokręciła głową z dezaprobatą.

         Całą drogą nie odezwali się do siebie nawet słowem, a ciszę w samochodzie przerywało jedynie radio. Szatynka cały czas zastanawiała się, jak długo to wszystko będzie jeszcze trwać. Wiedziała, że zbyt długo nie wytrzyma. I nie chodziło tutaj o dzisiejszy dzień, a o najbliższych kilka, może kilkanaście miesięcy. Spojrzała przez chwilę na swojego towarzysza, siedzącego za kierownicą. Był tak bardzo skupiony, że nawet tego nie zauważył. Westchnęła cicho, powracając do widoków za oknem. Wszystko zmieniało się tak szybko i jednostajnie, że podziałało na nią niewiarygodnie usypiająco. Już miała przestać walczyć z ciążącymi powiekami, ale w ostatnim momencie przypomniała sobie, gdzie jest i że nie wolno jej usnąć. Poderwała się natychmiast na siedzeniu, zaczynając mrugać, żeby się rozbudzić. Usłyszała cichy śmiech Payne ‘a, jednakże zupełnie go zignorowała.

-- Będziesz musiała coś zrobić – powiedział w pewnym momencie mężczyzna. Natychmiast popatrzyła na niego.

-- Co znowu? – zapytała zrezygnowana i jednocześnie zdziwiona. Była zupełnie wyrwana z kontekstu i nie miała pojęcia, o co może mu chodzić.

-- Malik ci nie powiedział, ale to nie będzie zwykły odbiór nowego motoru. Będziesz musiała zrobić coś, czego zażąda od ciebie gościu, który go tutaj sprowadził – wytłumaczył spokojnie, zatrzymując samochód.

         Cassandra wyszła na zewnątrz, już o nic więcej nie pytając. Rana na plecach zaczęła ją cholernie piec od nadmiaru emocji. Była niemalże pewna, że opatrunek już dawno przesiąkł jej krwią. Odetchnęła głęboko, słysząc warkot silnika. Rozejrzała się dookoła, widząc że już przyjechali. Zaczęła kierować się prosto do nich, ale tak jak się spodziewała została powstrzymana przez kilka pistoletów, wymierzonych prosto w nią. Zatrzymała się natychmiast, podnosząc ręce w obronnym geście.

-- Jestem od Malika – powiedziała pewnie, patrzą prosto na maszynę, która stała po środku. Odwróciła się na sekundę do Liam 'a. Wysiadł z samochodu i oparł się o maskę, uważnie przyglądając się całej zaistniałej sytuacji.

- Bender! – krzyknął, prawdopodobnie, boss wszystkich, którzy stoją przed nią. Blond chłopak wyszedł na środek. Miał nie więcej, niż dwadzieścia lat. Spięła się w sobie, domyślając się, że zaraz dojdzie do przelewu krwi. – Bardzo lubię oglądać westerny. Dlatego zanim oddam ci to cudeńko, będziesz musiała pokonać go w walce – powiedział z szerokim uśmiechem. Cassie obrzuciła go znudzonym spojrzeniem twarzy, wyjmując jeden z pistoletów ze swojej kabury.

         Stanęli do siebie plecami, a ten sam boss zaczął odliczać od trzech w dół. Zamknęła oczy, biorąc głęboki oddech. Czy da radę zabić tego chłopaka? Przecież jest nawet młodszy od niej. Powinien teraz siedzieć na lekcjach w szkole i uczyć się, jak każdy normalny chłopak w jego wieku, ale nie. On wolał wstąpić do jakiegoś gangu i narażać własne życie tylko dlatego, że tak jest ciekawiej. Spięła się w sobie, słysząc głośne „dwa”. Nie zdawała sobie sprawy, że przez jej głowę może przelecieć aż tyle myśli w ciągu jednej sekundy. Nienawidziła za to swojego umysłu. Zawsze myślenie sprawiało kobiecie zbyt wiele złego, ponieważ nie mogła usnąć, czy czasami nawet normalnie żyć.

         „Jeden” sprawiło, że natychmiast się odwróciła i strzeliła. Dobrze wiedziała, jak to naprawdę jest z uczciwością wszystkich gangsterów, więc nie miała zamiaru ryzykować. I właśnie dzięki temu to ona została zwycięzcom tego pojedynku. Obserwowała uważnie, jak bezwładne ciało chłopaka opada na ziemię, a chwilę później z jego nosa oraz ust zaczęła wypływać krew. Ciemnowłosa zamknęła oczy, mocno zagryzając dolną wargę. Właśnie teraz przypomniała sobie o swojej siostrze, która zginęła prawie w ten sam sposób, a z identycznego powodu. Potrząsnęła mocno głową. Nie może teraz okazywać swoich słabości.

-- To należy od teraz do Malika – powiedział obojętnie mężczyzna, schodząc z motoru i siadając za jednym z maszyn swoich ludzi. 

         Kobieta odetchnęła głęboko, wsiadając na Hondę RC231V. Już od dawna chciała taką mieć, ale powód dlaczego jeszcze się to nie stało był bardzo prosty, wręcz oczywisty – nie stać ją na niego. Odpaliła silnik, od razu ruszając w drogę powrotną. Nie miała zamiaru dłużej tutaj zostawać. Widziała we wstecznym lusterku, że Payne jedzie tylko kilka metrów za nią. Nie miała na sobie kasku, co nie było dla niej nazbyt komfortowe, bo pęd sprawiał, że trudno było blondynce mieć cały czas otwarte oczy. Zacisnęła jednak tylko zęby i jechała przed siebie, żeby jak najszybciej dotrzeć na miejsce.

         Kilka godzin później parkowała już przed rezydencją Malika. Czuła się, jakby zaraz miała umrzeć. To było dla niej zdecydowanie zbyt dużo emocji i z mało snu, jak na dwa dni. Zsiadła z motoru, chwiejąc się nieznacznie na nogach, jednak zdołała utrzymać równowagę. Usłyszała głośne trzaśnięcie drzwiami i już kilka sekund później Liam stał obok niej. Machnęła na niego ręką, później oddając mu kluczyki do maszyny, którą mieli odtransportować.

-- Powiedz mu, że czułam się źle i nie jestem w stanie nic więcej zrobić – mruknęła, udając się w kierunku bramy. Ona naprawdę musi jak najszybciej położyć się w łóżku.

-- Czemu sama mi tego nie powiesz, Aniołku? – usłyszała za sobą. Zacisnęła pięści, powtarzając w myślach, że musi nad sobą zapanować.

-- Malik proszę. Nie mam już siły. Od dwóch dni nie robię nic innego, tylko uganiam się za jakimiś debilami, zabijam innych kretynów i odnoszę pierwszą ranę postrzałową. Nie uważasz, że należy mi się chociaż pół godziny snu, żebym mogła nabrać siły do robienia tego wszystkiego? – odwróciła się przodem do niego. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że nie powinna tyle gadać, ale nie była w stanie dłużej w sobie tego powstrzymywać.

-- Sama tego chciałaś, przychodząc do mnie – zaśmiał się, odrzucając na bok peta. Nie chciał tego przyznawać, ale ona mu zaimponowała.

-- Po prostu powiedz, co mam zrobić – mruknęła, pocierając skronie. – Może przy odrobinie szczęścia w końcu uda mi się załatwić coś w dyplomatyczny sposób – dodała, nie zmieniając pozycji.

-- Bierz ten motor i przyjedź jutro o dwudziestej trzeciej, Aniołku – zaśmiał się, wracając do wnętrza domu.

         Machnęła dłonią na Payne ‘a, żeby oddał jej kluczyki. Zrobił to bez najmniejszych oporów, dzięki czemu Willson mogła szybko stamtąd odjechać. Droga minęła blondynce szybko i bezproblemowo. Zaparkowała obok swojej starej maszyny, od razu z niej schodząc i szybko udając się do windy, która miała zawieść ją prosto na jej piętro. Zmęczenie stawało się coraz bardziej nie do wytrzymania, przez co nie dawała rady zapanować już nad powiekami, które ciążyły niemiłosiernie. Wyszła na korytarz, natychmiast otwierając drzwi do mieszkania. Działo się z nią coś złego, ponieważ czarne plamy nie chciały zniknąć sprzed oczu kobiety. Wiedziała, co może się za chwilę stać, ale starała się nie dopuszczać do siebie takiej myśli. Jęknęła głośno, opierając się o wejście, które przed chwilą zamknęły się na samozatrzaskowy zamek. Opadła na podłogę, nie mogąc zapanować nad równowagą. Zemdlała.

~*~

Pamparampam!!
Się porobiło, że o ja cie pierdziele. Nuda.
Coraz więcej obserwatorów, coraz więcej szczęścia <3
Jak dobrze pójdzie, to jutro ostatni na The Princess and The Criminal, a 30 grudnia na Nobody will tell ;)
A teraz uwaga. Wiem, że miałam nie publikować już więcej opowiadań, a druga część tego miała być ostatnią, ale miałam okres i zmieniłam zdanie. A tutaj macie na to dowód. Koniec ogłoszeń. 
Dobranoc, Jes. xx
Piszcie, czy wam się podoba :)


5 komentarzy:

  1. Kurwa. Tak bardzo uwielbiam twoja tworczosc! *.* jestes najlepsza ! <3
    Czekam na next. Jejkuuuu. Nie moge sie doczekac djjxjdkrcis !!! <3
    @luvmyniallers

    OdpowiedzUsuń
  2. Zajebiste. Kosa taka, że ledwo czaje
    /Smite

    OdpowiedzUsuń
  3. świetne ;) masz talent
    tak nawiasem pisząc.. zapraszam do siebie. Moze sie spodoba :)
    http://i-was-forced-i-had.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny blog! Zapraszam do mnie http://zayn-and-lili.blogspot.com/ ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Koffam <3
    Zapraszam do mnie http://naszkoniecswiata.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń