27 kwietnia 2015

[27] Chapter Twenty-Seventh (First Season)

Jeżeli masz wątpliwości - mów prawdę. ~ Mark Twain

         Cassandra przekręciła się na plecy, kiedy pierwsze promienie słońca wpadły
do jej pokoju przez, na wpół otwarte, okno. Zeszłej nocy udało jej się przespać zaledwie piętnaście minut, które na pewno potrwałyby dłużej, gdyby nie facet, wyprowadzający swojego psa, szczekającego na każdy przejeżdżający samochód. Usiadła, ogarniając powolnym wzrokiem pokój. Panował w nim nieprzeciętny porządek, który zrobiła w przeciągu kilku ostatnich godzin. Nie mogąc zasnąć, układała wszystko, co znalazło się na jej drodze. W ten sposób mogła zająć czymś swoje myśli, nie zastanawiając się nad tym, co ma nastąpić za kilka dni –co najwyżej dwa tygodnie.

         Pokręciła głową, podnosząc się z łóżka. Nie chciała znów zaprzątać sobie głowy przyszłością. To byłoby dla niej zbyt wiele, jak na jeden dzień. Gdyby tego było mało, musiała być dzisiaj w formie, ponieważ miała jechać z Danielem na tą cholerną przejażdżkę, która w finale miała okazać się wyścigiem o wolność i rzekomą pamięć Malika, którą oczywiście ona sama mu przedstawi.

         Wyszła z pokoju, udając się prosto do łazienki, gdzie wzięła szybki zimny prysznic, służący rozbudzeniu zmysłów. Kiedy wyszła z pomieszczenia, owinięta w ręcznik, mimowolnie popatrzyła na drzwi wejściowe. Przygryzła dolną wargę, orientując się kogo chciała w nich zobaczyć. Warknęła kilka przekleństw nad swoją głupotą i ruszyła ponownie do swojej sypialni, gdzie ubrała się w czarne dresy, ciemno szarą bokserkę i tego samego koloru bluzę wciąganą przez głowę. Schowała pod ubraniami kilka pistoletów i poszła do kuchni z zamiarem przyrządzenia sobie jakiegoś szybkiego śniadania. Od razu jednak zrezygnowała, kiedy zobaczyła, co ma w lodówce. Zgniły pomidor i pudełko margaryny – to wszystko.

         Chwyciła zielone jabłko, leżące w wiklinowym koszyku na stole i przeszła 
do salonu, od razu włączając telewizor na programie informacyjnym. Dawno już nie miała okazji do obejrzenia wiadomości, które naprawdę ją interesowały. Kiedy jeszcze kilka miesięcy temu chodziła na komisariat musiała wiedzieć o wszystkim, co dzieje się na świecie. Policjanci co chwilę rozmawiali o napadach, kradzieżach i tego typu sprawach. Żaden nie wspominał o sukcesach. Nie tak kształtowały ich władze.

         Oni wszyscy byli od brudnej roboty, a ona nie była inna. Nikogo nie obchodziło to, że jej siostra nie żyje. Ba! Nie raz z góry wypominali Cassandrze, że Josephine puszczała się z gangsterem czyli kimś, kogo ona miała neutralizować. Każdy, kto to powiedział lądował w szpitalu z połamanym nosem, ale to nie rekompensowało bólu, który czuła. Chciała krzyczeć, ale odreagowywała tylko bijąc. Nikt nie miał prawa oczerniać Jo tylko dlatego, że ona była głupia i jej nie pomogła.

         Kiedy Cassie zgłosiła się do zadania, które samodzielnie rozplanowała, natychmiast spotkało się z akceptacją odpowiednich ludzi. Chcieli załatwić wszystko jak najszybciej i móc pozbyć się największego gangu narkotykowego na świecie, bez potrzeby stracenia zbyt wielu ludzi. Wiedziała to, ale nie przejmowała się nimi. Od zawsze marzyła o tym, aby zostać policjantką i nie zamierzała narzekać, kiedy to pragnienie w końcu się spełniło.

         Podniosła się z kanapy około czternastej. Była umówiona z Danielem na rozmowę, żeby mniej więcej wytłumaczyć mu, o co chodzi w wyścigach samochodowych – jak powinien prowadzić, kiedy zmieniać biegi, co zrobić, kiedy samochód wpadnie w niekontrolowany poślizg i tego typu rzeczy. Naprawdę nie chciała, aby zginął w wypadku. Zbyt wiele rzeczy zależało do jego dalszego życia – a szczególnie to, jak szybko będzie mogła się stąd wynieść i zapomnieć. A przynajmniej spróbować.

         Zatrzymała swój samochód przed domem, który jeszcze do niedawna należał
do 
Malika i zgasiła silnik. Oparła się lewym łokciem o szybę. Na pewno będzie musiała na niego długo czekać. Chłopaki chcą teraz znać każdy jego krok. Starają 
się nie dopuścić do tego, aby gdziekolwiek chodził sam, kiedy nie pamięta imion przyjaciół ani wrogów. Od razu uznała to za całkowity kretynizm, pomieszany
z nadopiekuńczością. Przecież wiedzieli, że jest z nią, więc mogli mu chociaż trochę odpuścić. Jest pewna, że nie omieszkają go poinformować o wahaniach,
co do wyrzucenia jej z gangu.

         Wyprostowała się, kiedy mężczyzna w końcu wyszedł z domu i podeszła do garażu, kiedy on udał się w tym samym kierunku. Weszła do środka, rozglądając się uważnie dookoła. Przejechała językiem po górnej wardze. Jeszcze nigdy nie widziała w jednym miejscu tak wielu kradzionych samochodów. Odwróciła się do Fray’a, który jedynie wzruszył ramionami i wskazał jej palcem na gablotkę, gdzie znajdowały się klucze. Natychmiast do niej podeszła i wybrała jedne, po czym odblokowała drzwi Mitsubishi Lancer. Uśmiechnęła się, rzucając kluczyki w kierunku swojego towarzysza. Zdziwiony złapał je w ostatnim momencie.

-- To ty masz sobie przypomnieć, jak jeździć samochodem, nie ja – zaśmiała się, zajmując miejsce pasażera. Mulat wzruszył ramionami, siadając za kierownicą. Rozejrzał się za stacyjką, a kiedy w końcu zdołał ją namierzyć, wsadził kluczyk i odpalił silnik, ostrożnie ruszając z miejsca. Cassandra ledwo powstrzymała się od wybuchnięcia śmiechem, kiedy zauważyła, jak mężczyzna z całej siły zaciska dłonie na kierownicy. Zdziwiła się, nie zauważając potu na jego skroniach. – Spokojnie, to tylko samochód. Nawet jeśli coś mu zrobisz, to nie stanie ci się krzywda, bo w końcu należy do ciebie, tak samo, jak cała reszta gangu.

-- A jeżeli oni rozpracują nas wcześniej, niż przewiduje plan? Wtedy mnie zabiją – mruknął, zatrzymując się na czerwonym świetle. Jednak nawet w tamtym momencie nie zabrał dłoni z kierownicy.

-- Zapewniam cię, że wtedy rozbity samochód będzie twoim najmniejszym problemem – szatynka przewróciła oczami, zsuwając się w dół fotela. Skrzyżowała ręce na klatce piersiowej, powolnym wzrokiem mierząc ulice Nowego Yorku, kiedy uświadomiła sobie jeden, bardzo ważny szczegół. – Czy ty w ogóle wiesz, gdzie masz jechać? – mężczyzna wzruszył ramionami, nieustannie patrząc przed siebie. Bał się spojrzeć w jej oczy, była tego pewna. Zmarszczyła brwi, ignorując to. – Na następnym skrzyżowaniu skręć w prawo, a na rondzie wybierz drugi zjazd. Później już tylko prosto.

         Mężczyzna zatrzymał się na starym torze, który Cassandra znała już bardzo dobrze. Spojrzała na swojego towarzysza, nie rozumiejąc, dlaczego nie jedzie dalej. Mulat westchnął ciężko, odwracając się do niej przodem. Zmarszczyła brwi, wiedząc, że chce jej coś powiedzieć, ale nie ma na tyle odwagi. Przechyliła głowę na jedną stronę.

-- To musi być dla ciebie bardzo trudne – zawahał się, aby po chwili kontynuować. – Przebywać w jednym samochodzie z kimś, kto wygląda jak morderca, który dopadł twoją młodszą siostrę.

-- Jest dobrze, dopóki mi o tym nie przypominasz – skrzyżowała ręce na klatce piersiowej, przekręcając się na fotelu przodem do szyby. Znów zsunęła się niżej
na siedzeniu. Wiedziała, że Daniel nie chciał jej w żaden sposób obrazić, ale to wszystko dalej bolało.

-- Przepraszam – mruknął, ponownie uruchamiając silnik samochodu. Miał nadzieję na dłuższą rozmowę na ten temat. Chciał zaspokoić swoją ciekawość, chociaż wiedział, że nie powinien wtrącać się w nie swoje sprawy. – Ten policjant… Ja nigdy nie zgodziłbym się, gdyby nie powiedział, że pomoże mi z pieniędzmi. Nie chodzi o mnie, nie jestem taki! Po prostu mój syn! – wyrzucał z siebie pojedyncze zdania, powoli jadąc po asfalcie.

-- Jeżeli nie chcesz, nie musisz mi tego mówić. To twoje prywatne sprawy
i nic mi do nich – wzruszyła ramionami, widząc ile kosztowały go ostatnie wyznania.

-- Właśnie w tym problem. Od kilku dni męczy mnie to wszystko. Chciałbym się komuś wygadać, ale nie mam komu. Nie mam z kim porozmawiać na nurtujące mnie tematy... A z tymi chłopakami nie mogę – westchnął, kręcąc przez chwilę głową. Cassandra otworzyła szerzej oczy, zauważając, że z każdym wypowiedzianym słowem coraz bardziej zwiększa tempo samochodu. – Mam syna, to znaczy znalazłem kiedyś chłopaka na ulicy. Błąkał się, więc go przygarnąłem. Nigdy nie miałem zbyt wielu pieniędzy, ale uznałem, że będzie mu lepiej ze mną, niż samotnie. Od tamtej pory zdążyłem pokochać go jak swoje dziecko. Poszedłem na policję, aby poinformować ich wszystkich o tym, że trzeba znaleźć jego rodziców, ale oni mnie zignorowali! – kobieta szturchnęła swojego towarzysza w udo, chcąc mu powiedzieć, że jeszcze chwila i najprawdopodobniej straci panowanie nad samochodem. Przecież nigdy wcześniej nie dane mu było prowadzić z tak dużą prędkością. Jednak on nawet nie zauważył tego, co zrobiła i w dalszym ciągu przyśpieszał. – Wpisali go na jakieś listy, zrobili kilka zdjęć i powiedzieli, że jak tylko ktoś się zgłosi, to natychmiast mnie o tym poinformują. Dwa lata, dwa pieprzone lata starają się znaleźć jego ojca, albo matkę. A ja nie mam za co kupić mu nowych ubrań.

-- Na tym polegają działania policji. Wiem coś o tym! – pisnęła, kiedy ostro skręcili. Samochód przechylił się nieznacznie na jedną stronę. Ogólnie nie bała się jeździć szybko, ale tylko i wyłącznie, kiedy za kółkiem siedziała osobiście, albo ktoś, kto potrafił się ścigać.

-- Na początku owszem, wahałem się z podjęciem decyzji, ale tutaj chodziło o małego. Jego nigdy, przenigdy bym nie zawiódł. Odkąd go znalazłem stał się numerem jeden i nie potrafię sobie teraz wyobrazić, żebym zrezygnował z danej mi przez los szansy. Jego szansy – kolejny ostry zakręt sprawił, że ciemnowłosa uderzyła głową w szybę. Jęknęła głośno, rozcierając obolałe miejsce.

-- Daniel, zatrzymaj samochód w tym momencie! – krzyknęła, nie przewidując skutków tego, co powiedziała. Przestraszony mężczyzna natychmiast nacisnął hamulec. Cassie nie miała zapiętych pasów, przez co szarpnęło nią do przodu i uderzyła w kokpit samochodu. Na szczęście w ostatnim momencie zdołała uratować twarz za pomocą rąk od bliskiego kontaktu z plastikiem oraz uszkodzeniem ciała. Kolejny jęk wydobył się z jej gardła, kiedy poprawiała się na fotelu. – Nigdy więcej nie zaczynaj mi się zwierzać, kiedy akurat siedzisz za kierownicą – sapnęła, rozmasowując obolałe dłonie. Prawy nadgarstek bardzo bolał; za bardzo. Kobieta zazwyczaj była w stanie ignorować urazy, ale tym razem ból był wręcz nie do zniesienia.

-- Przepraszam – mruknął cicho, uważnie się jej przyglądając. Było mu niesamowicie głupio za to, że dał się ponieść emocjom i nie zauważył, że zaczyna prowadzić z zawrotną prędkością, której nigdy wcześniej nie rozwinął nawet w połowie. Z natury był spokojnym mężczyzną, co przenosił na szosę. Nigdy nie przekraczał osiemdziesięciu kilometrów na godzinę. – Jeżeli bardzo uszkodziłaś sobie tą rękę, to może powinniśmy pojechać
do szpitala, czy coś.

-- Nie, nawet o tym nie myśl! Od niedawna jesteś Zaynem Malikiem, przez co rozpozna cię każdy policjant, lekarz, strażak i większość ludzi w mieście. Myślisz, że odpuściliby sobie nagrodę w wysokości kilku tysięcy dolarów? – zacisnęła prawą dłoń w pięść, krzywiąc się automatycznie. Po chwili jednak uśmiechnęła się w kierunku swojego towarzysza, opuszczając obie ręce. – Powinniśmy jeszcze raz spróbować. Tylko pamiętaj, żeby tym razem mnie nie zabić.

-- Dobrze, więc powoli – mężczyzna odpalił silnik i ruszył przed siebie, uważnie słuchając kolejnych uwag Willson na temat tego, co powinien robić. Nie bał się tak,
jak na początku, ale kiedy emocje opadły- strach wrócił na swoje miejsce w jego umyśle. Jednak cały czas powtarzał sobie, że robi to dla syna. I to na szczęście pomagało.

~*~

         Siedziała w Volkswagenie Jetta zaraz obok Daniela i nieustannie wpatrywała się w szybę. Od czasu ich „treningu” zdążyła wrócić jeszcze na chwilę do domu, by zjeść obiad. Niestety, kiedy tylko przekroczyła próg swojego mieszkania nurtujące ją od kilku dni tematy znów zaczęły zapełniać jej umysł. Już nawet nie próbowała z tym walczyć, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że była na straconej pozycji. Westchnęła ciężko, zwracając na siebie uwagę mężczyzny, siedzącego obok. Pokręciła głową, po czym ponownie oparła czoło o zimną szybę.

         Wzdrygnęła się, słysząc syreny samochodów policyjnych. Nie chciała zaczynać tej gonitwy, ale wiedziała, że im szybciej będą mieli to za sobą, to tym szybciej będzie mogła wrócić do domu. Popatrzyła na Daniela i uśmiechnęła się do niego delikatnie, chcąc dodać mu tym chociaż odrobinę otuchy. Wiedziała, że stresuje się i boi szybkiego prowadzenia samochodu, kiedy akurat nie daje się ponieść negatywnym emocjom,
ale musieli to zrobić, żeby jak najszybciej zakończyć cyrk z gangiem Malika.

         Doskonale wiedziała, co chce zrobić. Podczas krótkiej przerwy na obiad, jaką dzisiaj miała, doszła do wniosku, że dalsze ciągnięcie tego w nieskończoność
nie ma najmniejszego sensu. Owszem, pomoże chłopakom wyjść na prostą, ale zmyje się po cichu, kiedy tylko razem z Fray’em powiedzą im prawdę o wszystkich zamiarach. Zdążyła już przekonać mulata do tego, żeby nie rozbijał grupy z – w tym momencie – Paynem na czele. Wiedziała, że gdyby do tego dopuściła, to już nigdy więcej nie byłaby
w stanie spojrzeć na swoje odbicie w lustrze.

 ~*~
8 rozdziałów do końca
~*~
Serdecznie dziękuję @czytajaca1999 za zabetowanie mojego rozdziału i za to, że chcesz to robić dalej :)
Coraz bardziej nie mogę się doczekać końcówki! Będzie się działo, oj będzie.
Jakiś pojebaniec zmienił mi plan lekcji. Jak go dopadnę, to go o scianę roztrzaskam. Kto normalny daje dwa pp w tym samym dniu przy czym jedno jest na 7:10? Pierdole, nie będę chodzić na tą lekcję zważając na fakt, że następna jest biologia. I matma na ostatniej lekcji w piątek, po wfie kurwa. No serio, ja na wfie nie ćwiczę, to bym kończyła godzinę wczesniej, ale nie. Zapierdalaj na matme.
Zostało mi jeszcze tylko kilka godzin życia, bo później umrę na fizyce za to, że się nie naczuyłam. Bo mi się nie chce i nie mam czasu. No, chyba że napiszę sobie jakieś piękne zwolnienie. Tak, to jest zdecydowanie dobry pomysł.
Chyba tyle w kwestii notoka po rozdziale.
Pozdrawiam i życze dobrej nocy,
Jesica xx

#TQWBff - no weeeźcie. Tak wam dobrze dotąd szło. Dlaczego nie chcecie dalej tam komentować? Przeciez to nie boli ;(
+ coś mi się pojebało z enterami i nie chcą się gdzieniegdzie usunąc

4 komentarze:

  1. Przepraszam, czy to już ten moment, w którym powinnam cieszyć się, że jestem pierwsza? Rozdział super! Jak zawsze hahha jeju nie mogę pojąć, że już tylko 8 do końca :( ja dalej wierzę, że Zayn zmartwychwstanie! Nwm jak, ale w to wierzę heh czekam na next :)) i zastanawiam się, czy zrobiło by ci wielką różnicę gdybym komentowała na wattpadzie zamiast tu?:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oczywiście, że nie robi, dopóki komentujesz :D

      Usuń
  2. Proszę Cię, nie mów, że będzie się działo bo ja tu nie wytrzymam do końca tego opowiadania! To jest zbyt dobre =D I taka jak osoba tam wyżej, mam nadzieję że Malik jakimś cudem zmartwychwstanie. Jak Daniel pędził tym autem to nawet przez chwilę miałam wątpliwości czy to naprawdę nie jest Zayn...
    Do następnego Skarbie <3

    OdpowiedzUsuń